Na naszej witrynie stosujemy pliki cookies, które wysyłamy w celu dostosowywania treści i ułatwiania Państwu nawigacji. Można w używanej przeglądarce zmienić ustawienia dotyczące cookies i je zablokować. Więcej informacji na stronie "Polityka prywatności".
jesteś tu:strona głównakatalogi TUI Mauritius prasa pisała
Biuro Podróży TU I TAM - TUI Centrum Podróży pełna oferta TUI Poland, TUI Deutschland, TUI Cars, TUI Ferienhaus last  minute z wylotami z Niemiec hotele, transfery, wycieczki i samochody z wyszukiwarki Bedsonline luksusowe hotele z katalogów Airtours hotele z sieci RIU oferty Business Travel Club obozy i kolonie krajowe i zagraniczne z oferty Almaturu najlepsze wycieczki objazdowe po Włoszech z oferty Mediterraneum oferty onholidays, specjalistów od Bułgarii, Rumunii i Grecji Biuro Podróży TU I TAM - TUI Centrum Podróży
strona główna katalogi letnie i zimowe TUI last minute TUI bilety lotnicze golf forum TU I TAM wycieczki zapytaj o oferte
Ważna informacja
Uprzejmie informujemy, że z powodu niezwykle ważnych spraw osobistych, zostaje zawieszony serwis internetowy Biura Podróży TU I TAM.
Przepraszamy.
 
forum dyskusyjne
strona główna
informacje o kraju
przepisy wjazdowe
klimat i pogoda
ABC wybrzeża
prasa pisała
zaloguj się

Feng shui na oceanie


Po dwunastu godzinach lotu widzimy wyłaniającą się z mgieł i chmur naszą kropkę na morzu, którą oddziela od wybrzeży południowo-wschodniej Afryki znacznie większy Madagaskar. Mauritius wita nas podzwrotnikowym, nagrzanym, wilgotnym powietrzem i luzem widocznym w ruchach pracowników lotniska.
Po Anglikach pozostał ruch lewostronny i urzędowy angielski. Stali mieszkańcy chętniej jednak mówią po francusku i kreolsku, często słychać też chiński, urdu i hindi.

Woń kadzideł, bóstwa z hinduistycznego panteonu, kobiety odziane w piękne sari. To nie Indie. To Grand Bassin na Mauritiusie - założone przed trzydziestu laty najważniejsze sanktuarium dominujących dziś na wyspie (prawie 70 procent mieszkańców) Hindusów. Wianuszek świątyń otacza święte jezioro, do którego wlano trochę wody z Gangesu. Pielgrzymi składają ofiary. Zapalają kadzidła, kładą wiązki bananów, rozłupują kokosy i wylewają ich mleko do jeziora. Przy ulokowanej na wzgórzu świątyni koczuje stado małp. Cierpliwie czekają, aż pielgrzymi skończą swe modlitewne mantry, by dobrać się do ofiarnych bananów.
Godzinę później jesteśmy już w Mahebourgu i słuchamy wieczornego nawoływania muezina do modlitwy, któremu wtóruje dźwięk dzwonu z sąsiadującego z meczetem XIX-wiecznego kościoła katolickiego.

W stołecznym Port Louis jest jak na warunki Mauritiusa bardzo wielkomiejsko. W pejzaż otwartego na ocean miasta wpisało się nawet kilka wysokich biurowców. Jest pełna luksusowych butików promenada, duży bazar, muzeum poczty (gdzie można kupić słynne znaczki). Są też dokuczliwe uliczne korki. Można jednak zaszyć się w położonych wyżej wąskich uliczkach i poczuć jak w Indiach, pośród hinduskich straganów, knajpek i tanich sklepików tekstylnych oferujących sari w dużym wyborze. Można też przekroczyć monumentalne bramy do Chinatown. Już za równowartość pół dolara można dostać tam duży talerz smacznego makaronu z jarzynami, a za półtora dolara spróbować kaczki po pekińsku.

Dużo drożej jest w restauracji domu kolonialnego Eureka, ale to najstarszy zabytek Mauritiusa. Ma dwieście lat, sto drzwi, podłogi z drzewa tekowego, a meble z drzewa różanego, cynamonowego, sandałowego i palisandrowego. No i wspaniały ogród, z którego można zejść ścieżką do głębokiej dolinki z wodospadem. Zwiedzając położoną na przedmieściach Port Louis Eurekę - pełną wiekowych luster, foteli, kanap, porcelany - przenosimy się w czasy kolonialne. Można zjeść lunch lub kolację na zadaszonym tarasie. Tutaj curry smakuje najlepiej. Podobnie jak zrobiona na naszych oczach przyprawa - pasta z roztartych liści mięty, wiórków świeżego kokosa, tamaryndowca (rodzaj drzewa), czosnku i soli.

Słodki raj
Tylko 58 km z północy na południe i 47 km ze wschodu na zachód dzieli najdalsze krańce tej wulkanicznej wyspy. Jednak podróżując samochodem, mamy wrażenie, że pokonujemy kilka stref klimatycznych.
Wszędzie dominują uprawy trzciny cukrowej, która zajmuje 70 proc. powierzchni wyspy. Historia produkcji cukru jest historią Mauritiusa. Uświadamia to wizyta w otwartym niedawno w Pamplemousses muzeum L'Avanture du Sucre. Ciekawą, multimedialną ekspozycję zaaranżowano w sąsiedztwie jednego z 11 zachowanych do dziś kominów cukrowych. Mało kto wie, że Tycjan i Veronese stosowali cukier do dekoracji plafonów, a w Pałacu Dożów w Wenecji stawiano na stołach talerze i łyżki z cukru. W L'Avanture du Sucre w obrazowy sposób dowiadujemy się, że z jednej łodygi trzciny cukrowej wyciska się 20 litrów soku, z którego otrzymuje się 2 kilogramy cukru. Jest tu kafejka i sklepik oferujący m.in. wszystkie produkowane na Mauritiusie gatunki - jest ich 15 - brązowego cukru. Są też herbaty i olejki eteryczne na bazie tutejszej wanilii. Jej zapach - inny od tych, jakie znaliśmy - wypełnia przyjemnie nasze pokoje i hotelowe recepcje.

Także w Pamplemousses odwiedzamy - założony ponad 200 lat temu - ogród botaniczny. Tutaj możemy poczuć się jak na dawnym Mauritiusie, niezdominowanym jeszcze przez trzcinę cukrową. Mnóstwo gatunków palm - królewskie, butelkowe, kokosowe, bambusowe... I niezwykła talipot, która kwitnie tylko raz - w wieku 40 lat - a potem obumiera. Jeszcze większe wrażenie wywołują lilie królowej Wiktorii, wynurzające się z dużego stawu wraz z soczyście zielonymi monstrualnymi liśćmi przypominającymi kształtem serca i talerze. Dla ochłody i wzmocnienia kupujemy za grosze najbardziej popularną na Mauritiusie przekąskę uliczną. W specjalny sposób okrojonego, a potem posypanego solą i posmarowanego pastą z bardzo ostrej chili świeżego ananasa.

Już w innym miejscu wyspy - na południowym zachodzie, w Parku Narodowym Chamarel - podziwiamy mieniące się niesamowitymi kolorami fałdy wulkanicznej ziemi zwanej ziemią siedmiu kolorów. Na Mauritiusie geolodzy odkryli miejsca z ziemią w ponad dwudziestu barwach.

"Sałatka milionerów"
Mocno imbirowy bulion z kaczki podany w maleńkim chińskim czajniczku i chwilę później zupa z rekina w nieco większej czarce jako balans smakowy. Potem kolejne pyszności w małych dawkach, homar i oczywiście krem brul?e. Przyprawiony pięcioma smakami, odpowiadającymi pięciu elementom feng shui - wodzie, ziemi, ogniu, powietrzu i drewnu. Potrawy, które tworzy Francuz Patrice Dumont, szef kuchni hotelu Legends (doświadczenie zdobywał w Luksemburgu, Paryżu, Malezji, Laosie, Singapurze i Tajlandii), świadczą, że kuchnia może być sztuką. Ale w "Legends Hotel" nie tylko świat kuchni jest podporządkowany feng shui. Całe założenie hotelowo-ogrodowe zaprojektowano i wykonano pod nadzorem specjalistów chińskiej sztuki kreowania krajobrazu i przestrzeni. Wszystko - kształty, materiały, kolorystyka, zapach, muzyka - czerpią bezpośrednio z tej filozofii.

Naładowani pozytywnie energią feng shui ruszamy na południe i wspinamy się jeepem kilkaset metrów w górę serpentynami parku krajobrazowego Domaine du Chasseur. Potem długi spacer pośród tropikalnego lasu, kąpiel pod wodospadem, podpatrywanie kanarków. Niestety, to także raj dla myśliwych, którzy mogą tutaj oficjalnie polować.
My wybieramy odpoczynek w restauracji Panorama - ze wspaniałym widokiem na zatokę, w której kotwiczyły żaglowce pierwszych osadników. I smakujemy "sałatkę milionerów" przyrządzoną z miękkiego rdzenia łodygi palmy. Przypomina trochę nasze pory, ale w smaku jest znacznie delikatniejsza. Podaje się ją z oliwką i np. sałatą. Delikatnego miąższu z jednej ogromnej łodygi starczyło zaledwie na dwie skromne porcje. Dlatego nazwano ją sałatką milionerów.

W rytmie sege
Rafa koralowa otacza wyspę niemal nieprzerwanym pierścieniem, chroniąc plaże przed wzburzonym często oceanem. Zapewnia przejrzystość wody mieniącej się odcieniami seledynu, błękitu i turkusu. Ci, którzy chcą z bliska przyjrzeć się rafie, mogą popłynąć w rejs statkiem ze szklanym dnem. Inni mogą nurkować albo po prostu spacerować po dnie morza w specjalnie do tego przystosowanym 40-kilogramowym hełmie.
Wypływamy katamaranem poza pierścień rafy z portu w Grand Baie. Po dwóch godzinach odurzeni słońcem, rumem, muzyką stajemy na kotwicy między dwoma wysepkami: Ile Plate i Ilot Gabriel. Oprócz łodzi straży przybrzeżnej jest tutaj ponad 20 katamaranów, żaglówek i motorówek. Z każdej płynie muzyka. Dobiega ona także z plaży pobliskiej bezludnej wysepki, na którą dowożą chętnych specjalne łodzie. Jest w tym coś z szalonego morskiego pikniku. Jedni pływają z rurką wokół katamaranu, inni wylegują się na plaży, jeszcze inni tańczą w rytmie sege - muzyki, która narodziła się jako wyraz tęsknoty za domem wśród niewolników z Mauritiusa.

Na wyspie zamieszkanej przez ponad milion ludzi wypoczywa rocznie prawie 700 tysięcy gości. Nie lądują tutaj w ogóle czarterowe samoloty, bo władze bojąc się masowej turystyki, stawiają na ekologię. Skoro Mark Twain uznał sto lat temu Mauritius za pierwowzór biblijnego raju, dziś nikt nie chce, by inaczej zaczęto kojarzyć tę małą kropkę na Oceanie Indyjskim.

Elżbieta i Andrzej Lisowscy
Rzeczpospolita z 24.10.2003 r.

powrót

drukuj stronę wyślij link

  Szukasz informacji o ciekawych wyjazdach, nowościach, promocjach i ofertach "last minute"?
  Wpisz swój adres e-mail. Przyślemy Ci newsletter, a w nim coś naprawdę interesującego.

zapisz    wypisz
 strona 
 główna 
|
 last 
 minute 
|
przeloty
czarterowe
|
 rozkład 
 lotów 
|
rezerwacja
hotelu online
|
 podróże 
 z golfem 
|
polityka
prywatności
|
 regulamin 
 forum 
|
 mapa 
 serwisu 
|
 kontakt 


Biuro Podróży TU I TAMTU I TAM na Facebooku     TU I TAM na Twitterze



© KR Public Relations 1998-2015 partner serwisu - FirmenDeutschland.de